Elewacje z konglomeratu Poznań
Codziennie śnią mi się Elewacje poznań we wszystkich kolorach tęczy i oświetlone światłem słonecznym ulice. Nigdy żadne inne miasto, zawsze poznań. Tarasy Wypełnione kwiatami i roślinnością rozpromieniającą je jeszcze bardziej tworząc z betonowymi fragmentami dziki i nieogarnięty konglomerat Poznań o wschodzie słońca i o zmierzchu, pusty w święta i pełny ludzi w roku akademickim studentko ezoteryczny w willach nie złote co prawda, ale wypełnione słodyczą, spoglądające z nich roześmiane twarze, co dziwić nie powinno w końcu patrzą na poznań, tarasy nad Warta odbijające się w nurcie rzeki, naruszone i roztrzęsione falami, omijające każdy ostrów, przemierzając każdy fragment rzeki, cały poznań. Elewacje zasnuwające ciemno zielona rzekę patchworkiem kolorów, mieniące się jak skrzydła motyla w letnim słońcu i tak samo nie trwale, uciekające i ulotne, oszałamiające jak sam poznań. Elewacje i ich odbicia to jednak nie wszystko, co czyni to miasto pięknym, piękna jest chociażby sama nazwa poznań, konglomerat ludzi z rożnych stron, ociekających pragmatyzmem i szaleństwem, to właśnie oni definiują go i czynią pięknym, uczucia zebrane w konglomerat. Poznań śni mi się każdej nocy i nie sadze, ze szybko przestanie, przemykać mi na tle ciemnej ściany powiek migając jak barwny konglomerat. Poznań, mozaikowy, Poznań. Tarasy snów oświetlone ciepłym światłem tak przyjaznym w mroku nocy.