Zegary wiszące
Wielu osobom zegary wiszące kojarzą się przede wszystkim z zegarami z kukułką. Ciekawa jestem, skąd się to wzięło? Przecież w niejednym domu wiszą zegary ścienne innych typów – z kurantem albo nawet bez żadnych dodatków, i tak, są widoczne. Może to jakiś ogólny sentyment to tego absurdalnego obrazka: ptaszek wyskakuje z zegarowego pudełka i kuka w najmniej odpowiednim momencie? Nie wiem. Ja w każdym razie preferuję prostotę i zegary wiszące w moim domu, w liczbie trzech, to po prostu tarcze ze wskazówkami pokazujące kolejne godziny. Zegary te są ładne, foremne i nie zajmują dużo miejsca – dość powiedzieć, ze jeden z nich znajduje się w łazience. Zegary ścienne w łazienkach uważam za dobry pomysł, oczywiście o ile nie są zamieszkane przez żadne kukułki, koziołki i inne takie, rzecz jasna. Moja siostra, która ma tendencję do czytania w wannie zawsze dzięki tykającej tarczy wie, kiedy powinna skończyć, żeby się nie spóźnić do szkoły. Uważam też, że zegary wiszące powinno się umieszczać w kuchni. Zwykle gotuję bez zegarka, tak samo moja mama. A nie chce nam się z brudnymi od przypraw albo mąki rękami wędrować do salonu (tam znajdują się najbliższe zegary, nie licząc kuchennego) i sprawdzać godziny. No i zegary w kuchni przydają się oczywiście przy gotowaniu jajek na miękko... Natomiast nie jestem zwolenniczką tego, by zegary ścienne umieszczać w sypialniach. Zazwyczaj są to modele tykające – a mnie akurat tykanie w nocy przeszkadza.