Piec grzewczy
Piec grzewczy posiadam w domu odkąd pamiętam. To znaczy, posiadałem kolejno różne piece – kotły c.o. Na samym początku był to piec na węgiel. Kotły węglowe, ustawione w łazienkach (takich z oknem) mieli zresztą wszyscy moi sąsiedzi. Było to dosyć niewygodne, bo rano, kiedy moi rodzice rozpalali, to w całej łazience i przedpokoju unosił się pył z poprzedniego dnia. Dla wyjaśnienia – mieszkam w dosyć dużej wiosce na Mazurach, z kilkoma domami dwurodzinnymi, piętrowymi i domami indywidualnymi. Następnie, zdecydowaliśmy z ojcem, i tak samo zrobili sąsiedzi, żeby piec grzewczy przenieść do piwnicy. Akurat polecono nam nowe wówczas kotły węglowe z podajnikiem, takie, które ładuje się co parę dni. Rodzice trochę marudzili, ale argument o braku pyłów węglowych w łazience był nie do podważenia. Trochę nas to kosztowało, i sił, i, co tu ukrywać, pieniążków – kupowaliśmy nowy piec, płaciliśmy za montaż i jeszcze doprowadzaliśmy do porządku łazienkę z dziurą po starym kotle; było warto. Te nowe kotły c.o. ładowało się raz na parę dni, nawet w zimę, i nie gasły – a w lato dało się ostawić tak, że w domu nie grzało, a cała energia szła na podgrzewanie wody. Marzenie! Kiedy wyprowadzałem się do żony i remontowaliśmy dom, myślałem przez chwilę o ogrzewaniu na gaz – ale podliczyliśmy koszty i wyszły nam jakieś astronomiczne sumy! Ustaliliśmy, że będzie piec grzewczy i najpierw oglądaliśmy kotły węglowe, ale w punkcie pokazano nam kotły c.o. na brykiety trocinowe i postanowiliśmy spróbować. Na razie, odpukać, od dwóch lat działa bez zarzutu, a stanowczo to czystsze niż węgiel, więc polecam.